Gaworzenie a głużenie — co się właściwie zmienia
Zanim pojawi się „ba-ba-da”, dziecko przez kilka miesięcy głuży. Głużenie (mniej więcej od 2.–3. miesiąca) to miękkie, gardłowe dźwięki: „gu”, „agu”, przeciągane „eee”. Powstają trochę przy okazji — z zabawy powietrzem, językiem i gardłem. Co ważne: głużą wszystkie niemowlęta, także te, które nie słyszą. To bardziej zabawa własnym głosem niż naśladowanie tego, co dziecko usłyszało.
Gaworzenie to zupełnie inna jakość. Dziecko łączy spółgłoskę z samogłoską i powtarza tę sylabę seriami: „ba-ba-ba”, „da-da-da”, „ma-ma-ma”. Logopedzi nazywają to gaworzeniem samonaśladowczym, a w literaturze naukowej — kanonicznym. Kluczowa różnica polega na tym, że tutaj słuch zaczyna realnie grać rolę: dziecko wydaje dźwięk, słyszy go, podoba mu się i powtarza. Powstaje zamknięta pętla ucho → mózg → buzia → ucho. U dzieci z głębokim niedosłuchem gaworzenie sylabami pojawia się z dużym opóźnieniem — i właśnie dlatego jest jednym z pierwszych czułych sygnałów, że słuch pracuje.
Nie przypadkiem pierwsze spółgłoski to zwykle p, b i m — wymienia je wprost lista kamieni milowych amerykańskiego NIDCD dla 4.–6. miesiąca. Powstają na wargach, które dziecko dobrze kontroluje i, co równie ważne, dobrze widzi u ciebie.
Kiedy pojawia się „ba-ba-da” — okno 6–9 miesięcy
Typowy przedział to 6.–9. miesiąc życia. Amerykańskie CDC dla 6. miesiąca wymienia jeszcze przedsionek gaworzenia: „wymienia się z tobą dźwiękami”, „parska wargami” (po angielsku blows raspberries — dziecko wystawia język i prycha), „piszczy”. Dopiero na liście dla 9. miesiąca pojawia się wprost: „wydaje różne dźwięki, takie jak mamamama i babababa”. Podobnie ASHA umieszcza „gaworzy długimi ciągami dźwięków, jak mamamama, upup czy babababa” w przedziale 7–9 miesięcy. To istotne, bo kamienie milowe CDC są dobrane według zasady, że spełnia je co najmniej 75% dzieci w danym wieku — czyli w 9. miesiącu gaworzenie sylabami to już zdecydowana większość, a nie wyjątek.
Te dwie liczby znaczą co innego. Szósty miesiąc to najwcześniejszy typowy start, a dziewiąty — moment, w którym większość dzieci ma to już za sobą. Rozrzut w środku okna jest duży i całkowicie normalny. Granica, przy której naprawdę warto porozmawiać z lekarzem, to 9.–10. miesiąc. Dziesiąty miesiąc jest w badaniach nad gaworzeniem punktem odniesienia przywoływanym najczęściej: Oller i współpracownicy przeanalizowali ponad 1500 niemowląt z grup ryzyka i przyjęli, że dzieci rozwijające się typowo gaworzą kanonicznie do 10. miesiąca wieku korygowanego, a późniejszy start bywa wczesnym sygnałem trudności z mową. U wcześniaków wszystkie te terminy liczymy właśnie według wieku korygowanego, czyli od planowanego terminu porodu.
- 2.–4. miesiąc — głużenie: „gu”, „agu”, dźwięki gardłowe, obecne także u dzieci niesłyszących
- 4.–6. miesiąc — pierwsze spółgłoski p, b, m; parskanie wargami, piski, wymiana dźwięków z rodzicem
- 6.–9. miesiąc — gaworzenie kanoniczne: serie „ba-ba-ba”, „ma-ma-ma”, „da-da-da”
- 7.–12. miesiąc — dłuższe i bardziej urozmaicone ciągi: „tata”, „upup”, „bibibi”; gaworzenie zaczyna brzmieć jak polski
- ok. 12 miesiąca — pierwsze prawdziwe słowa; „mama” lub „tata” kierowane do konkretnej osoby
Nie każde gaworzenie brzmi tak samo
Jedne dzieci gaworzą godzinami, w wannie i w foteliku, inne rzadziej, ale za to bardzo wyraźnie. Repertuar też bywa wąski — samo „ba-ba-ba” przez kilka tygodni, bez żadnych wariantów. To mieści się w normie. Na tym etapie liczy się przede wszystkim to, że sylaba spółgłoska + samogłoska w ogóle się pojawiła i wraca regularnie, a nie to, ile dziecko ma jej odmian. Bogactwo dźwięków zwykle przychodzi samo między 9. a 12. miesiącem.
Ciekawe jest też to, że gaworzenie stopniowo przejmuje rytm i melodię języka, który dziecko słyszy wokół siebie — Amerykańska Akademia Pediatrii pisze wprost, że niemowlę gaworzy „z użyciem wielu rytmów i cech swojego języka ojczystego”. Badacze mówią w tym kontekście o dryfie gaworzenia; najwyraźniej słychać go w intonacji i rytmie, a nie w pojedynczych głoskach.
Jeszcze mocniejsza wskazówka, że to praca nad językiem, a nie tylko gimnastyka buzi: niesłyszące dzieci wychowywane w języku migowym „gaworzą rękami”, powtarzając ruchy dłoni w ten sam rytmiczny, seryjny sposób — opisały to Laura Ann Petitto i Paula Marentette na łamach „Science” w 1991 roku. Mózg szuka wzorca języka niezależnie od tego, czy dociera on uchem, czy okiem.
Jak wspierać gaworzenie na co dzień
Najskuteczniejsze nie jest „ćwiczenie”, tylko odpowiadanie. Harvard Center on the Developing Child opisuje to jako serve and return — jak w tenisie. Dziecko serwuje: gaworzy, patrzy na ciebie, wyciąga rękę. Ty odbijasz: powtarzasz dźwięk, nazywasz, uśmiechasz się. Zdaniem badaczy z Harvardu właśnie ta wymiana tam i z powrotem buduje i wzmacnia połączenia nerwowe w mózgu dziecka.
Dobra wiadomość jest taka, że to nie wymaga dodatkowego czasu — wystarczy przewijanie, karmienie i spacer, byle z rozmową. AAP podpowiada rzecz najprostszą z możliwych: kiedy dziecko powie „gaagaagaa”, po prostu powtórz to za nim i zobacz, co zrobi. Stąd już tylko krok do rozbudowania sylaby w słowo — usłyszysz „ba”, powiedz „ba-ba, butelka!”.
- Odpowiadaj na każdą serię: powtórz „ba-ba-ba” i zrób pauzę, żeby dziecko mogło „oddać piłkę”
- Rozmawiaj twarzą w twarz, na wysokości oczu — dziecko podgląda twoje usta
- Rozbudowuj dźwięki dziecka w słowa: „ma” → „mama”, „ba” → „banan”, „butelka”
- Opowiadaj, co robisz, i nazywaj to, na co dziecko właśnie patrzy
- Czytaj i śpiewaj — rymowanki i powtarzalne książeczki dają mnóstwo powtórzeń tych samych sylab
- Wyłączaj telewizor w tle: według AAP rodzic mówi przy małym dziecku ok. 940 słów na godzinę, a przy włączonym telewizorze aż o 770 słów mniej
- Nie testuj i nie poprawiaj („powiedz mama!”) — gaworzenie rośnie od odpowiedzi, nie od egzaminu
Co dalej — od „ba-ba-da” do pierwszego słowa
Gaworzenie nie znika nagle. Ciągi sylab robią się dłuższe i coraz bardziej mieszane — zamiast „ba-ba-ba” pojawia się „ba-da-gu” — a do tego dochodzi intonacja przypominająca prawdziwe zdania. AAP opisuje mowę rocznego dziecka jako rodzaj „gibberish”, czyli bełkotu, który ma już tony i modulację zrozumiałej mowy; bywa to nazywane żargonem dziecięcym. Gdzieś z tej masy dźwięków, zwykle około pierwszych urodzin, wyłania się pierwsze słowo, a potem — najczęściej między 18. a 30. miesiącem — przychodzi skok do około 50 słów i pokazywania palcem.
Dwie rzeczy warto tu zapamiętać. Po pierwsze, rozumienie zwykle wyprzedza mówienie: dziecko reaguje na „butelka” albo „pa-pa” długo zanim samo to powie. Po drugie, AAP wyraźnie zaznacza, że rozrzut na pierwsze urodziny jest ogromny — część dzieci ma wtedy dwa–trzy słowa, a bardziej prawdopodobne jest to, że roczniak wciąż głównie „gada” niezrozumiale, i to również mieści się w normie. Uspokajające jest to, że oprócz liczby słów liczy się komunikacja bez słów: pokazywanie palcem, machanie „pa-pa”, podawanie ci zabawki, wyciąganie rąk po to, czego dziecko chce. Ich brak niepokoi specjalistów bardziej niż sama cisza w mowie.